Z cyklu „Kazimierz Nowak – Survival wczoraj i dziś – spanie na Nowaka”

Marcin śpi "na Nowaka"

W wielu fragmentach reportaży nasz bohater opisuje zwyczaj spania na gorącym podłożu pustynnym. Sposób ten w pasie podzwrotnikowym jest znany od tysięcy lat, gdy karawany obciążone wszelakimi dobrami przemierzały niezmierzone szlaki. Taki na przykład zmęczony, ziewający Tuareg zasypywał żar z ogniska, kładł wielbłądzią skórę i zasypiał nie obawiając się odmrożeń czy kataru. Noce na Saharze nie należą bowiem do najgorętszych atrakcji Afryki. By maksymalnie wykorzystać minimalne środki, tworzy się dół w piasku o głębokości ok 10 cm, długi i szeroki na 2metry. Żar z dogasającego ogniska rozprowadza się równomiernie po tym polu, a następnie przysypuje i ubija. Na kopczyk wystarczy położyć karimatę i dłuugo świdrować oczami gwiazdy…

Początkowo większa część naszej sztafety wymownie pukała się w czoło, gdy zaproponowałem odtworzenie warunków, w jakich nocował Kazimierz. Obawiając się w szczególności o swoje śpiwory, głowę i resztę członków cała czwórka zrezygnowała z próby ognia. Pomimo wielu środków perswazyjnych (takich jak cytowanie artykułów Nowaka, czy obrazowe przedstawianie rozkoszy „saharyjskiego loża”), nie udało mi się przekonać ani Ani ani Fadela ani Kaspra ani Dominika. Hallas – powiedziałem na odchodne i obróciłem się w stronę dogasającego ogniska. Palmowy dżamar (z j.arabskiego żar), wydawal się być idealny. Faktura pojedynczych węgielków przypominała krwistoczerwone mrugające nitki, które. plotły między sobą ogniskową gawędę.

Zaszumiał zimny wiatr prosto w twarz i wziąłem się do roboty. Klapkiem rozsunąłem piasek, a Hamid – nasz kierowca – pomógł mi ułożyć żar. Zasypując piaskiem dół, zgasiliśmy lampki by upewnić się że żar ułożony jest prawidłowo i nie wystaje ponad powierzchnię. Prześcieradłem była plastikowa płachta na samochód. Zapiąłem się w śpiworze i z właściwą sobie dezynwolturą pochłaniałem międzyplanetarne przestrzenie. Radość z możliwości doświadczania na wiele sposobów tego, co przeżył Kazimierz Nowak, podwoiła się, gdy przyjemne ciepło rozlało się po plecach. Zamknąłem oczy… Po chwili jednak poczułem, że śpię zawieszony raczej na buchającym wulkanie! Z ust mi się wyrwało: Ojć! i Ajć! i budząc współtowarzyszy wyskoczyłem ze śpiwora.
Płachta, w miejscu gdzie miałem ułożone plecy, miała dziurę wielkości palnika kuchenki gazowej. Zapach palonego plastiku był tak wysoce niestosowny, że zdawało mi się przez chwilę, że popełniłem saharyjskie faux pas. Sprawdziwszy śpiwór i ubranie, ułożyłem się na dodatkowej warstwie piasku i zasnąłem jak rozleniwione kocię na kaflowym piecu . Rankiem moje „łóżko” było jeszcze ciepłe. Drużyna, widząc że moja kraśność i witalność przez tę noc się podwoiły, a śniadą twarz wypełniły zdrowe rumieńce, powoli przez kolejne noce przekonywała się do spania „na Nowaka”. I teraz, jeśli tylko mamy wystarczająca ilość drewna, a podłoże jest piaszczyste, układamy się do snu wierząc, że w nocy przyśni nam się na tle pustynnego krajobrazu „wariat” z Boruszyna…

Comments are closed.

Design: ITidea
Hosting: Seetech - Wdrożenia Microsoft Dynamics NAV