Chlebem, solą, schabowym i deszczem

Wymyśliliśmy sobie nową piosenkę:

(najpierw łagodnym tonem)

Pada – nie pada

Pada – nie pada

(i teraz głosem którego nie powstydziłby się sam lider Behemotha)

Mam to gdzieś – szczerze!

Bo ja jadę na rowerze!!!

 

Może to niezbyt wyrafinowana liryka, ale z pewnością daje +20 do motywacji, gdy ulewa zalewa oczy, fontanna spod Brennabora wylatuje na dwa metry do góry, a bieliznę mokrą wykręcać.

Do Praszki dojechaliśmy w trójkę (Piotrek Romejko, Michał, Kamila) z małym przystankiem na zwiedzanie – i pizzę, rzecz jasna – w Byczynie. Tu, nawet bez wykręcania ubrań, poszliśmy do miejscowego muzeum na najświeższy z pokazów, jakie będą prezentowane podczas naszego etapu – na relację Andrzeja Zadwornego i Ulli Wilczyńskiej – Kalak z przejazdu przez Czad, z którego wrócili tydzień wcześniej. Poza samymi fantastycznymi zdjęciami z tego etapu zapamiętamy z pewnością możliwość skosztowania przywiezionej z Afryki herbaty z hibiskusa i podotykania masy różnych gadżetów zebranych i przywiezionych przez Ullę. Tu – w muzeum! – wreszcie złapaliśmy też pierwszą dętkę, flak podstępnie zaatakował Kamilę.

A następnego dnia znów na koń, ale tym razem na rowerowy spacer dookoła Praszki prowadzony przez Marcina Nawrota (wspólnika Andrzeja ze sklepu rowerowego 2rowery.pl). Ku naszej radości na przejazd przyszło mnóstwo osób, ba, zrobiła się istna praszkowska masa krytyczna! Coś cudownego, ponad 35 osób chciało dołączyć choć na chwilę do XXI etapu Afryki Nowaka. Brawo, Praszka!

Piotrek rano, jeszcze przed masą krytyczną, musiał wracać do Warszawy i tym samym stracił wybitną gościnę następnej nocy w domu Marcina i Pauliny. A my słoiczek konfitur truskawkowych z rumem dostaliśmy na drogę i tylko zastanawiamy się, czy to podchodzi już pod paragraf 2 artykułu 178 KK (Paulina, która jest sędzią, dobrze nas wyszkoliła w międzyczasie).

Z Praszki do Dobrodzienia wystartowaliśmy też w asyście praszkowskich mieszkańców, w tym super dzielnego Mateusza lat 7, którzy odwieźli nas do Olesna, pod zabytkowy, niezwykle piękny drewniany kościół świętej Anny. Zdecydowanie must see! Do Dobrodzienia dojechaliśmy już we dwójkę, klucząc między 5 (!) burzami, które widać było dookoła nas, dorwała nas tylko jedna, co i tak jest sukcesem. Po drodze jeszcze tylko kupiliśmy kurki i już byliśmy w Dobrodzieniu.

Tu pokaz o Kongo prowadzili Asia Kardasińska i Światek Rojewski – publiczność była zaczarowana ich opowieściami, zasypano ich pytaniami, posypały się prośby o pieczątki, wpisy, książki. My również dostaliśmy książkę od dyrektora ośrodka kultury – pięknie ilustrowany album o powiecie, biblioteczka Nowakowi się powiększa.

Dobrodzień kojarzy nam się również z dobrym jedzeniem – wieczorem zostaliśmy zaproszeni przez dyrektora na super kolację, a rano usmażyliśmy sobie jajecznicę na zdobycznych kurkach. Mmm, pyszności!

A w Dobrodzieniu znów nam się powiększył skład, nie tylko dołączyła do nas piątka z Brzegu, ale ponownie lokalni mieszkańcy nas nie zawiedli i tłumnie stawili się na start tego dnia, głównie z Klubu Rowerowego „Jednoślad”, wszyscy na czas, wszyscy w dobrych humorach i wszyscy z powiewającymi niebieskimi chorągiewkami klubowym. My też dostaliśmy jedną i dumnie powiewała nam podczas jazdy.

Tym samym rozpoczęliśmy kolejny dzień na rowerach. Kierunek: Jura Krakowsko-Częstochowska!

Jeden komentarz / One Response to “Chlebem, solą, schabowym i deszczem

  1. Włodzimierz pisze:

    Serdecznie Was pozdrawiam.Bardzo Wam zazdroszczę,nawet tego deszczu.
    Liczę na to,że jeszcze się spotkamy-choćby w Niegowici.

Design: ITidea
Hosting: Seetech - Wdrożenia Microsoft Dynamics NAV