Transfer z Algieru do Ouargli – czyli o czasie i w komplecie!

Pod koniec września 1936 roku, będąc jeszcze w Fort Flatters, Kazimierz Nowak pisał do żony: „Z Ouargla postaram się jechać dalej rowerem – choć to ciągle jeszcze Sahara i brak drogi – piaski i trud niepojęty – jednak rower zmniejszy koszta podróży – a przy Bożej pomocy może jakoś podołam. Gdy osiągnę góry Atlas będą już drogi asfaltowane – lepsze jak w Europie. Rozwinę jak największą prędkość poruszania, bodaj 50 do 75 km na dzień”. 16 października 1936 roku mógł wreszcie napisać: „Wczoraj rano osiągnąłem oazę Ouargla, czyli Sahara prawie przebyta, bo pozostałe 400 km zamierzam przebyć rowerem.” *

I my najbliższe dni zamierzamy spędzać podobnie – jesteśmy już w komplecie, gotowi do drogi. Stoimy obozem w mieście Ouargla, Julia, Kuba, dwóch Leszków i Norbert, a towarzyszyć nam będzie dwóch rowerzystów z Algieru, Bachir, Karimo, i dwóch z Tamanrasset (których imion jeszcze nie spamiętaliśmy), którzy podobnie jak my postanowili zmierzyć się z drogą przebytą 80 lat temu przez Polaka. Zapowiada się całkiem przyjemna wycieczka rowerowa.

Dziś mija 800 dzień sztafety – wróciliśmy na nieodbyty w 2011 roku odcinek Afryki Nowaka. Projekt oficjalnie zakończyliśmy w styczniu, ale nie zapominamy o kilku miejscach, do których nie udało się dotrzeć uczestnikom wyprawy. Etap 24bis, nazwany przez nas „Bo nie wolno się poddawać”, zawiązał się w 4 tygodnie przed przylotem do Algierii – mieliśmy więc dużo mniej czasu na organizację wyjazdu niż poprzednie etapy – jednocześnie korzystaliśmy z przygotowań poczynionych dla etapu 24, który z powodu braku zgody na wjazd na teren Algierii odbył się w Tunezji. Wszystko jak dotąd idzie prawie jak w zegarku, spotkaliśmy się zgodnie z planem w Algierze, 20 kwietnia, noc spędziliśmy w dzielnicy Hydra, w bardzo przyzwoitym hotelu o tej samej nazwie, nieopodal Ambasady Rzeczpospolitej Polskiej. Nocleg zorganizowali nam nasi algierscy przyjaciele z Club d’Aventures Africaines, którzy pomogli nam także dostać się do oazy Ouargla. Bachir Djeribi doskonale zapoznał się z trasą Nowaka, opracował nasz przejazd ze szczegółami – choć zakładamy, że w trakcie drogi mogą pojawić się alternatywne pomysły – chcemy jak najwierniej odtworzyć podróż Polaka, poszukując fotografowanych i opisywanych w reportażach miejsc i instytucji.

Transfer na start przerósł nasze najśmielsze oczekiwania – 900 km przebyliśmy autokarem wraz z rowerzystami z Algieru i ekipą telewizyjną. Przez całą drogę asystowała nam Policja. Podobno do Ministerstwa Transportu Algierii zadzwonił Ambasador rezydujący w Polsce i uzgodniono, że eskortować nas będą dwa radiowozy, torujące nam drogę włączonym oświetleniem ostrzegawczym. Bardzo fajne przeżycie – nasz niewielki konwój przejeżdżał więc przez miasta „na sygnale”, wstrzymywano ruch… Żartowaliśmy sobie, że była to niezła jazda „na Nowaka”!

W końcowym etapie afrykańskiej podróży, Nowakowi bardzo doskwierał „powrót” do cywilizacji i związanych z tym problemów – w reportażu w „Na szerokim świecie” pisał, że „człowiek, który miesiące spędził w puszczy czy pustyni, tak dalece przywykł do swobody i wolności, że trudno jest mu się pogodzić z wieloma prawami i rozporządzeniami, ostatecznie bezsensownemi”. A do Maryś się żalił: „21 bm (21.X.1936 red.) – już po zachodzie słońca opuściłem Ouarglę, ale nocowałem na skraju oazy jeszcze – zaledwie 5 km najwyżej od osady ludzi białych. Byłem tak okropnie przemęczony tą walką ze światem cywilizowanym – że pełnią piersią odetchnąłem pod namiotem – z dala od fałszu i obłudy francuskiej, z dala od ludzi, którzy szarpali mi tylko nerwy.”

Nie było mu łatwo. W mieście czekały go trudne obowiązki podróżnika, musiał sprzedać Ueliego, wiernego towarzysza, z którym przebył kilka tysięcy km od Jeziora Czad, potrzebował też pozbyć się większości „karawanowego” bagażu – nie mógł z nim jechać dalej, jeśli zamierzał przesiąść się z siodła na siodełko. Część swych rzeczy sprzedał, część odesłał autem do Touggurt – na rowerze zostało mu około 45 kg, były to „koc, namiot, aparaty, małe naczynia, biuro, atelier foto, i cały szereg drobnostek(…)” – musiał także „zestawić” rower, którym nie podróżował od 5 miesięcy, należał mu się więc porządny przegląd!

Tuż przed wyjazdem z Ouargli, 19 października 1936 r., podróżnik pisał do żony„Sahara prawie przebyta – pozostają jeszcze 2 etapy – to jest: Ouargla – Tuggurt i Tuggurt – Biskra. Pierwszy trudny, bardzo trudno na rower, ale to zaledwie 180 km i może w 4 do 5 dni przebędę tą przestrzeń. Etap Tuggurt – Biskra o niebo lżejszy, a Biskra leży już na drugim brzegu Sahary, u stóp gór zwanych Atlasem Saharyjskim. Zaś nieco dalej na północ biegnie doskonała trasa Konstantine – Alger, którą poruszałem się w roku 1927. Tam to już prawdziwa Europa!

Nasze plany są podobne – trasę do Touggurt postaramy się jednak pokonać w dwa dni, po kolejnych trzech powinniśmy stanąć w Biskrze, z wiatrem może nawet szybciej. A wieje jak na razie z dobrego kierunku! Jutro będziemy szukać śladów Polaka w miasteczku – powiesimy pierwszą w Algierii pamiątkową tabliczkę. Bardzo dziękujemy wrocławskiej firmie Komert za bezpłatne wykonanie kompletu tabliczek dla naszego etapu.

Część niedzieli poświęcimy także na pisanie kartek pocztowych do Polski – dziękujemy wszystkim, którzy wspierali nas w przygotowaniach do etapu!

W towarzystwie ducha Kazimierza Nowaka zaczynamy kolejny etap sztafety – bo nie wolno się poddawać!

* wszystkie cytaty z listów Kazimierza Nowaka do żony pochodzą z udostępnionych przez wydawnictwo Sorus kopii rękopisów podróżnika – bardzo dziękujemy Państwu Szmajdom za przekazane informacje o przebiegu trasy podróżnika, a także za materiały fotograficzne i publikacje z prasy międzywojennej. Tylko dzięki nim mogliśmy się tak dobrze przygotować się do odkrywania śladów Nowaka w Algierii!

PS

jest jeszcze kilka sprawa, o których powinniśmy napisać, ale po prawie 20. godzinnym dniu nie mieliśmy już na to siły, dlatego dodatkowo muszą wystarczyć jako uzupełnienie tekstu te zdjęcia:

3 komentarze to “Transfer z Algieru do Ouargli – czyli o czasie i w komplecie!

  1. norberts pisze:

    Wykrakałeś Zbyszku, dwa dni pod wiatr!! Jesteśmy w Touggurt. Bardzo dużo się wydażyło przez ostatnie 3 dni… Postaramy się jutro rano wysłać kolejną relację. Marian, stwierdziliśmy, że jednak nie przywieziemy Ci chwielowego prezentu z Algierii – może zmotywuje Cię to do przyjechania tu jesienią,by przejechać wielbłądzio trasę niezrealizowanego etapu 23??!

  2. Marian pisze:

    To,że się powiedzie to wiem, bo kciuki trzymam ale czy będę miał piwo z Algierii?

  3. zbyszek pisze:

    Cudownie znowu czytać relacje z trasy Kazika. Piszcie dużo. A co do kierunku wiatru, to na pewno jak ruszycie,pojawi się mordewind.

Design: ITidea
Hosting: Seetech - Wdrożenia Microsoft Dynamics NAV