Odcinek afrykański sztafety zakończony!!! Sylwester jeszcze w Tunisie. Nowy Rok już w Marsylii.

30 grudnia 2012, lotnisko w Tunisie, 8:30

Trzeci kierowca taksówki twierdzi, że nie mówi po angielsku. Wracam do mieszkania Fabiana, naszego tuniskiego gospodarza, Francuza od kilku lat mieszkającego i pracującego w Tunezji. Przed chwilą ostatni uczestnicy specjalnego etapu sztafety, Kamila Kielar i Sławek Kuczyński, odprawili bagaże i czekają już na lot do Polski. Równolegle, na lotnisku w Enfidha, Agnieszka Grudowska i Radek Tusiński robią dokładnie to samo, przy czym do kraju dostaną się lotem bezpośrednim. Wreszcie znalazł się miły pan rozumiejący, że chcę dojechać do dzielnicy El Menzah 8. Taksówki pod lotniskiem Tunis Cartaghe to podobno mafia, ale szybko się orientuję, że mają z nią tyle wspólnego co rzucające kamieniami dzieci z opozycjonistami, którzy rozpoczęli rewolucję arabską na przełomie 2009/2010 roku. 20 dinarów to dużo za dużo, nie po to ostanie tygodnie spędziłem na targowaniu się z miejscowymi handlarzami, aby za kurs warty kilka dinków tak bardzo przepłacić. Odchodzę z uśmiechem i machnięciem ręki. Słyszę zza siebie: fiveten dinars, odwracając się, wciąż się uśmiecham i podchodzę do kolejnej taksówki, z tyłu znów słyszę: ok, ten dinars, ok?? Zawracam i mówiąc, że jestem w Tunezji od 3 tygodni, wsiadam do taksówki, pokazuję garść monet i ustalamy cenę na 5 dinarów. Uśmiech na twarzy kierowcy nie znika przez kolejne kilkanaście minut.

 

W Tunezji zostaliśmy już tylko we dwóch, Kasper Piasecki i ja.

31 grudnia dolecimy do Marsylii, aby wsiąść na rowery i w 10 dni dojechać do Paryża, skąd pociągiem dotrzemy do Poznania. 11 stycznia 2012 roku to data szczególna – 115. rocznica urodzin Kazimierza Nowaka, a także zakończenie ponad dwuletniego projektu sztafetowej wyprawy Jego śladami. Na dworzec wjedziemy o 7.55, gdzie będzie na nas czekać ekipa Afryko-Nowakowa, wraz z którą utworzymy peleton rowerowy zmierzający do mety – Boruszyna (więcej informacji o wydarzeniach 11 stycznia znajdziecie tutaj).

Piątek zamierzaliśmy przeznaczyć na zorganizowanie kartonów do zabezpieczenia rowerów – ostatecznie znalezienie folii z bąbelkami i taśmy pakowej zajmuje nam może z 40 minut. Kartony dostajemy od kilku sklepikarzy – nie jest to tak skomplikowane, jak można byłoby podejrzewać. Mieliśmy więc właściwie wszystko, co potrzebne do spakowania się.

 

 

 

 

 

Z czystym sumieniem jedziemy spędzić resztę dnia w centrum Tunisu. Poruszanie się po nim przetrenowaliśmy już 3 tygodnie temu, tym razem jednak do mediny musimy się dostać samodzielnie, bez rowerowej asysty Fabiana. Już po kilkunastu minutach udaje nam się rozdzielić, mnie zatrzymuje jedno z nielicznych skrzyżowań, na którym kierowcy respektują kolory sygnalizatorów świetlnych, Kasper popędził dalej ulicą. Już wczoraj mieliśmy okazję przypomnieć sobie, jak się jeździ po tym mieście, 2h zajęło nam znalezienie „na pamięć” mieszkania Fabiana, a pomoc miejscowych nierzadko tylko wydłużała nam drogę – głównie wówczas, gdy mylili „w lewo” z „w prawo”. Tym razem jechaliśmy więc wg znaków kierunkowych, z placu Pasteura droga do Mediny wydawała się być bardzo prosta – z tym, że nie planowaliśmy się rozdzielać… Po około godzinie szukania, spotkaliśmy się wreszcie pod katedrą katolicką św. Wincentego a Paulo i św. Oliwii. Później, już wspólnie, błąkaliśmy się przez kilka godzin wąskimi uliczkami mediny. Mijani sklepikarze, słysząc język polski, wciąż nas zagadywali prostymi zwrotami, najbardziej rozbawił nas jednak ten nieco bardziej skomplikowany: „dobra, dobra zupa z bobra, ale z wieprza jeszcze lepsza, a najgorsza z dorsza!”… Na koniec dnia porządnie zmokliśmy – tak wygląda zima na północy Afryki – chłodno, wietrznie i deszczowo. Mamy nadzieję, że we Francji nie będzie padać. Może być zimniej, ale oby tylko nie padało tak jak w Tunisie!! Jak prawie codziennie i w sobotę obudził nas muezin zwołujący wiernych na pierwszą modlitwę – przez ostatnie kilkanaście dni wstawaliśmy z „pierwszym muezinem” – to ostatni poranek, gdy tak jesteśmy budzeni.

 

 

 

Wylatujemy pod koniec dnia, planowany przylot do Marsylii 23:20. Może uda nam się „coś” zrobić by samolot podczas zmiany daty był jeszcze w powietrzu? Od razu po przylocie zamierzamy pojechać do portu marsylskiego – to tam Kazimierz Nowak wpłynął statkiem z Algieru. Chcemy też odnaleźć budynek polskiego konsulatu w Marsylii. W niedzielę rano ruszamy w stronę Cavaillon, a później do Montelimar. 3 stycznia planujemy dojechać do St. Etienne – w pierwsze trzy dni musimy przejechać 330 km, zapowiadają się więc całkiem fajnie!!

Zapraszamy do dołączania się do nas „po drodze”!!! – o planowanej trasie będziemy starać się informować na bieżąco, w okolice Paryża powinniśmy dojechać wczesnym rankiem 10.01.12.

 

Bardzo serdecznie dziękujemy pani Teresie Szmajdzie, z poznańskiego wydawnictwa Sorus, za pomoc w opracowaniu „nowakowej” trasy przez Francję. Dziękujemy za poświęcony czas, przekazaną wiedzę i zeskanowane strony z dziennika Kazimierza Nowaka i za fotografie podróżnika z tej części wyprawy. Bardzo ciepłe podziękowania przesyłamy też Kubie Wolskiemu, który zebrał ogromną ilość informacji o trasie, co niezmiernie ułatwiło nam zaplanowanie marszruty. Jesteśmy niezmiernie wdzięczni za wsparcie okazane przez firmę  Orlen Oil Sp. z o.o., które znacznie ułatwi nam przejazd przez Europę.

[Norbert Skrzyński]

2 komentarze to “Odcinek afrykański sztafety zakończony!!! Sylwester jeszcze w Tunisie. Nowy Rok już w Marsylii.

  1. marian pisze:

    Mknijcie do Paryża, trzymam kciuki

  2. Karolina pisze:

    TRZYMAM MOCNO KCIUKI!JESTEŚCIE THE BEŚCIAKI:))) Do zobaczenia w Boruszynie! POZDROWERY!!

Design: ITidea
Hosting: Seetech - Wdrożenia Microsoft Dynamics NAV