Z Miat wyruszyliśmy z obstawą pani sołtys Barbary Frelich i Mateusza, później jeszcze grupy rowerzystów, głównie z Konina (a w tym rodzina i znajomi Kuby), którzy towarzyszyli nam aż do Kołaczkowa, czyli naszej mety 5 sierpnia.
Po drodze odwiedziliśmy Gniezno, a w nim nie tylko katedrę, ale też redakcję „Gnieźnieńskiego Tygodnia”. Nowak osobiście otrzymał w 1925 roku wpis „Szczęść Boże śmiałemu przedsięwzięciu” od „Dziennika Gnieźnieńskiego” i choć tytuł ten już nie istnieje, to w bardzo podobnym udało nam się uzyskać dokładnie taki sam wpis. Ba, pani Iza, dziennikarka, miała nawet podobny charakter pisma! Oczywiście artykuł o naszej dzielnej grupce znajdzie się w najbliższym piątkowym wydaniu pisma, a w Internecie możecie już go znaleźć na stronach Gnieźnieńskiego Tygodnia.
W Kołaczkowie zostaliśmy za to ugoszczeni iście po królewsku, bo w pałacu Władysława Reymonta. I co, teraz strach czytać te relacje, kto tam wie, czy moc wielkiego pisarza na mnie nie spłynęła i czy kolejne opowieści nie będą jak „Chłopi” w czterech porach roku. Tutaj swój pokaz o Namibii prowadził Kuba Wolski, oprócz nas (wiadomo!) miał spore wsparcie od mamy, która przyszła na pokaz mu kibicować.
Po drodze opuścił nas Kuba pod dworkiem w Śmiłowie, gdzie przebywał z kolei Adam Mickiewicz. Oj, w płodną okolicę wjechaliśmy! Po drodze przeprawiliśmy się też promem przez Wartę, oczywiście sprzedaliśmy panu obsługującemu prom historię Nowaka.
Rozdrażew wspominamy doskonale. Pani Alicja, bibliotekarka z miasteczka, ugościła nas na nowiuteńkiej hali gimnastycznej (Sławek oczywiście zaraz wspiął się na linie pod sam sufit). I, ta-dam!, były prysznice! Tu po nocy dojechał też Piotrek Romejko, a pokaz o RPA prowadziła Eliza. Przy okazji chcielibyśmy Wam polecić nowo otwartą pizzerię w Rozdrażewie, serwują naprawdę świetne drożdże zaklęte w okrągły placek.
W Rozdrażewie opuścili nas prawie wszyscy, ale za to dojechał Piotrek Romejko i dalej ruszyliśmy w składzie 3+3 (Kamila, Michał, Piotrek + Jola, Magda, Julia z Rozdrażewa, które wskoczyły na rowery i spędziły z nami kolejną dobę).
Tego dnia nakręciliśmy najwięcej kilometrów jak do tej pory, liczniki przekroczyły 90km. Oczywiście nie jechaliśmy do Wioski najkrótszą drogą, zahaczyliśmy o rezerwat przyrody Stawy Milickie i tak pomiędzy jeziorami, wśród kumkania, kwilenia, treli i pisków (nie naszych), cykaliśmy kolejne kilometry. Niestety tuż za stawami odłączył się od nas Sławek, ale nic straconego, widzimy się z nim na Ukrainie!.
Dziś jazda była wyjątkową przyjemnością – a to zrobiliśmy 30km, nawet tego nie zauważając, a to rozłożyliśmy się na trawie z lodami, a to śpiewaliśmy wszystkie wakacyjno-kolonijne przeboje, jakie znaliśmy. Istna sielanka! Podróż w towarzystwie rozdrażewskich dziewczyn była prawdziwymi wakacjami w całym tego słowa znaczeniu, z pachnącym świeżo ściętym zbożem, z fajnymi zjazdami z górki, w pełnym słoneczku i w super humorach. Mamy nadzieję, że tak samo one myślą o nas.
Nowakiem zarażamy oczywiście też po drodze, nie tylko w miejscach postoju, udało nam się jedną książkę sprzedać pod sklepem gdzie kupowaliśmy wodę – pan, który ją kupił miał super lekki (6kg) rower szosowy, wydanie szóste „Rowerem i pieszo…” musiało go dociążyć jak nigdy.
Piorunujące wrażenie zrobiła na nas Wioska. Jeśli myślicie, że Wioska jest wioską – pomyślcie jeszcze raz. To super okolica, z pięknymi willami, bmw w każdym garażu zamiast kombajnów, gdzie mieszkają na przykład zoopsycholodzy (patrz Irek, sołtys), a nie rolnicy. My zostaliśmy ugoszczeni nie tylko kiełbaskami przy ognisku, ale również kilkoma rodzajami ciast, własnoręcznego wyrobu pana cukiernika, sąsiada sołtysa. Zdjęciami i opowieściami z Egiptu dzielił się dziś Piotrek, osób przyszło tyle, że zabrakło miejsc siedzących!
Ale prawdziwy szał był po pokazie, Irek wystąpił na środek i zaprosił nas do posadzenia drzewa ku pamięci Kazimierza N.! Więc naszymi własnymi rękami został posadzony przed samym wejściem do świetlicy wiejskiej piękny berberys (wiem, wiem, to krzew, nie drzewo, ale nie bądźmy drobiazgowi. Swoją drogą, nie macie od razu łańcucha skojarzeń: berberys – Berberowie – pustynia – Afryka – Nowak?).
Tylko teraz co trzy dni ktoś z uczestników sztafety musi jeździć do Wioski i go podlewać…