15-16 stycznia – w drodze do Kuito

„Nareszcie wyjechałem z Nowej Lizbony, przyszłej stolicy Angoli, zwanej także Huambo. Przede mną szmat drogi, ponoś najbardziej cywilizowanej, więc nie zabrałem nawet namiotu, a całe obładowanie stalowego rumaka „nr 2” wynosiło zaledwie 41 kg. Pierwsze dni były miłe, droga – mimo pory deszczowej dawała możliwość poruszania się z szybkością prawie 100 kilometrów dziennie. Ale trwało to zaledwie dni 4-ry t.j. po rzekę Cuanza. Po przekroczeniu jej znalazłem się w szczerej puszczy, stanowiącej dział wodny dwu potężnych rzek, Konga i Zambezi” – pisał Kazimierz Nowak na łamach czasopisma „Ilustracja Polska” w 1935 roku.

I faktycznie przez 76 lat nic się nie zmieniło. Kolejne dwa dni i dwa następujące po nich okazały się w perspektywie całego miesiąca najłatwiejszymi do przejechania w Angoli. Ale po kolei.

Najpierw jechaliśmy przez lasy eukaliptusowe nowiuteńką przepiękną „asfaltówką”. Słoneczko świeciło, wietrzyk delikatnie powiewał z tyłu, a od czasu do czasu na poboczu straszyły koślawe, powykręcane i pokryte rdzą duchy minionej wojny. Czołgi, działa artyleryjskie, wozy opancerzone, ciężarówki. Ostrzegano nas przed nimi. Jeszcze na wyjeździe z Huambo odwiedziliśmy biuro jednej z międzynarodowych organizacji odminowujących Angolę – Hallo Trust i tam oprócz przeglądu min poinstruowano nas o niebezpieczeństwach lekkomyślnego zwiedzania takich powojennych skorup. Okazuje się bowiem, że takie niby porzucone i zdewastowane powojenne sprzęty to jedno z bardziej typowych miejsc podkładania min i innych zasadzek mających na celu wysadzenie w powietrze zbyt dociekliwego wielbiciela militariów.

Szczęśliwie zbyt dokładnie nie zwiedzaliśmy, bo mówiąc szczerze, trudno było nam, czterem pancernym (wszak mamy Kosa w zespole), nie zwiedzać wcale. A ocaliwszy wszystkie kończyny pedałowaliśmy dalej spokojnie podziwiając opisywane przez Nowaka „wonne kwiecie”, przeróżne akacjowce i coraz ciekawsze motyle.

Obserwowani byliśmy i my. Przez kierowców licznie mijających nas motorków, którzy z upodobaniem zagadywali nas na 250 metrów przed wierzchołkiem dwukilometrowego podjazdu czyli wtedy gdy język ciągnie się już po rozgrzanym do czerwoności asfalcie. Albo przez gawiedź wszelaką na każdym, słownie każdym najmniejszym postoju o charakterze gastronomicznym czy higienicznym. W takich chwilach Mirek zaczynał nawet żałować, że zna portugalski, bo my po prostu wskazywaliśmy na niego, a on po raz setny tłumaczył, że rowery, że Nowak, że Afryka, że z Luandy, że do Kongo i że naprawdę … wśród licznych chrząknięć niedowierzania, wybałuszonych ze zdziwienia oczu i pełnych politowania parsknięć śmiechu.

W tej atmosferze dojechaliśmy do Chinguar – przepięknego postkolonialnego portugalskiego miasteczka, gdzie najpierw siłą rozpędu w obcisłych kolarskich majtasach uczestniczymy w popołudniowej mszy w kościele katolickim, a potem przyjęci z prawdziwą życzliwością przez 70-letniego księdza Portugalczyka Agostino Ribeiro ze Zgromadzenia Ojców Ducha Świętego słuchamy opowieści o wojnie, o tym jak księdza ostrzelano i jak wyleciał na minie jadąc samochodem. Dość zaskakującą jest wiedza Ojca na temat Zamoyskich. Nie dość, że kojarzy samych Zamoyskich, misję Quipeio i fazendę Boa Serra, to jeszcze dodaje do tej historii opowieść o gigantycznej w rozmiarach Biblii, która była własnością Marii Zamoyskiej i która, według jego wiedzy powinna być obecnie przechowywana w Katedrze w Huambo. Dowiadujemy się również, że służący Państwa Zamoyskich (ten na zdjęciach z artykułów Kazimierza Nowaka publikowanych w czasopismach „Na Szerokim Świecie” i „Ilustracja Polska”) został po wojnie przewodniczącym MPLA w Huambo i jest obecnie w ścisłym kierownictwie całej dominującej niepodzielnie w Angoli partii.

Wyjeżdżając z Chinguar pozwalamy sobie na godziną zamianę na rowery z miejscowymi chłopakami. Robi się z tego niemałe szaleństwo. Są wyścigi. Parady. Zdjęcia.

Na dojeździe do Kuito przypadkiem wita nas jedyny spotkany w Angoli kolarz. Wygląda dość profesjonalnie, choć jedzie w dziewczęcych bamboszkach. Prawdopodobnie jego pojawienie się na naszej drodze miało symbolizować coś w rodzaju zakończenia naszej trasy szosowej, bo faktycznie dalej asfaltu już nie będzie.

W Kuito wielkie święto. Zostajemy podjęci w apartamentach samego biskupa. Do tej pory nie wiemy jak to się stało, ale pytając o misje katolicką zostaliśmy skierowani do samego biskupa, który akurat stał na dziedzińcu biskupstwa i pochylił się nad strudzonymi podróżnymi. Pokoiki palce lizać. Ciepła bieżąca woda, światło i posiłki bogate i treściwe, jakich byśmy się nigdy w Angoli nie spodziewali. Stoły zastawione pieczystym, rocznikowymi winami najlepszego wyboru z Portugalii i Ameryki Łacińskiej (np. Pinot Noir. Mendoza. Argentyna 2008) i mocniejszymi trunkami. Są też lokalne specjały m.in. kalula czyli coś w rodzaju ryby duszonej w warzywach (świeża ryba, wędzona ryba, szpinak, olej palmowy, przyprawy). Mirek jest zachwycony i rozpływa się w komplementowaniu gospodarza i serwowanych posiłków. Mirek, w ogóle jak się okazało na wycieczce, jest smakoszem i degustatorem wszelakiej kuchni ze szczególnym uwzględnieniem krajów portugalskojęzycznych (Portugalia, Brazylia, Mozambik, Wyspy Zielonego Przylądka i Angola). Lubi też o kuchni pisać. Toteż zaraz po obiadku w zaciszu błyszczących pieratów przytulnego łóżeczka dla gości biskupstwa majstruje artykuł gastronomiczny dla swojej macierzystej redakcji ABC Leszna.

Tekst: Piotr S.

15 stycznia

HUAMBO – CHINGUAR (85 km rowerem)

HUAMBO (jednocześnie koordynaty powieszenia tabliczki)

S 12*46’305”

E 15*44’331”

Elev. 1724 m n.p.m.

CHINGUAR

S 12*33’469”

E 16*20’350”

Elev. 1834 m n.p.m. (najwyższa zanotowana przez nas wysokość na trasie to 1888 m. n.p.m.)

16 stycznia

CHINGUAR – KUITO (80 km rowerem)

CHINGUAR

S 12*33’469”

E 16*20’350”

Elev. 1834 m n.p.m.

KUITO

S 12*23’180”

E 16*56’199”

Elev. 1724 m n.p.m.

4 komentarze to “15-16 stycznia – w drodze do Kuito”

  1. mirek pisze:

    Fot. głównie Krzysztof Jóźwiak

  2. Basia pisze:

    Świetne zdjęcia:)

  3. zsas pisze:

    w ogóle jest dużo bardzo ciekawych zdjęć w ostatnich relacjach. Może autor się ujawni?

  4. dominik pisze:

    Zdjęcie kobiety karmiącej z miską surowego mięsa jest powalające! Nadaje się na konkursy! 🙂

Design: ITidea
Hosting: Seetech - Wdrożenia Microsoft Dynamics NAV