Jest relacja! Jak Angola II oswajała Luandę (5-7.01.2011)

Luanda, 5-7 stycznia 2011

Pierwsze trzy dni naszej wyprawy spędzamy w stolicy Angoli. Luanda, powiedzmy to sobie uczciwie, jedna z brzydszych stolic świata, zaskakuje nas potężnymi kontrastami. Z jednej strony dzielnica condominiów z basenami i ochroną 24 h, nowoczesnych centrów handlowych i Range Roverów zaparkowanych na obszernych parkingach, a z drugiej dzieciaki grające w piłkę w betonowych rynsztokach, olbrzymie skupiska kleconych, z czego popadnie, chatynek gorszych niż brazylijskie favele i kobieta smażąca szaszłyki z kurzych żołądków na samochodowej feldze.

Ugrupowanie popierane wcześniej przez ZSRR i Socjalistyczną Kubę – MPLA (Ludowy Ruch Wyzwolenia Angoli), walczące o wolność Angoli pod ludowymi hasłami, w trwającej prawie 30 lat wojnie domowej, batalię wygrało. Po czym „dogadało się” ze swoimi przeciwnikami, oferując kierownictwu partii UNITA luksusy i apanaże i otoczyło od tzw. pospólstwa niewidzialnym murem finansowej niezależności. Efekt? Totalna dysproporcja możliwości nabywczych społeczeństwa stolicy i reszty kraju. Kompletnie przeszacowane ceny. Egzemplarz „Novo Journal”, tygodnika, który jest naszym angolskim patronem medialnym, kosztował nas, bagatela, 500 kwanza (15 złotych).

W tych dwóch przenikających się światach, bogaczy i biedaków, jeździmy naszymi Brennaborami slalomem tak, że ostatniego dnia po samym mieście robimy tylko 52 km (z bagażami). Jazda ta do przyjemnych nie należy. Cała stolica jest permanentnie zakorkowana. Wszyscy trąbią, jadą na „zakładkę” lakier w lakier, a dym i smród samochodowych spalin szczypią nas w oczy i nosy. Z miejsc godnych odnotowania widzimy olbrzymi pomnik-mauzoleum Augustina Neto – ojca rewolucji wyzwoleńczej spod jarzma portugalskiego, poety, lekarza, jednego z trzech założycieli MPLA. Przystajemy na chwilę na promenadzie nad oceanem na półwyspie tworzącym zatokę portową. Plaża jest piaszczysta, a muszle duże, płaskie i różowe. Docieramy też, po dwóch godzinach szukania, na jedyną pocztę w 8-milionowym mieście. Jest! Usytuowana w obdrapanym, stojącym przed remontowanym budynkiem, kontenerze budowlanym.

W gościnnych progach Mirka Łajło, naszego dobroczyńcy w Luandzie, przejmujemy pałeczkę sztafetową. Uroczystość ma charakter sylwestrowy. Są balony. Intensywne kolory flagi narodowej Angoli mieszają się z żywą zielenią palmowych liści i słoneczną barwą ram naszych rowerów.

[Piotr Sudoł]

Jeden komentarz / One Response to “Jest relacja! Jak Angola II oswajała Luandę (5-7.01.2011)

  1. Angol pisze:

    nic dziwnego, że mówi się „w Afryce mają kasy jak lodu”

Design: ITidea
Hosting: Seetech - Wdrożenia Microsoft Dynamics NAV