Obserwacje higieniczne (podróżnika w Angoli) – korespondencja specjalna

Obcinam dziś paznokcie u rąk. Niby nic takiego. Normalka, chociaż ogólnie należę do osób pedantycznie nastawionych do życia  i robię to dość często. No więc obcinam je i przypominam sobie, że poprzednio zrobiłem to w Luandzie – 19 dni temu!!! To samo z zarostem. U biskupa w Kuito, żeby trzymać fason, goliłem się ostatni raz. Dziś jest 6 dni później, a zarościk słabiuteńki – jakby wczorajszy. Eksploatacja organizmu cyklisty w Afryce przebiega rabunkowo, do tego stopnia, że organizm nie ma szans się odbudować. Przez pierwszy tydzień pedałowania przez strome i wrzące od żaru słonecznego podjazdy z rzadka tylko biegaliśmy za potrzebą nr „1”. Cała woda z organizmu wyparowała razem z potem. Rzetelność sprawozdawcy nakazuje jednak wspomnieć, że z potrzebą nr „2” nie było już kłopotu. Niektórzy z nas realizowali ją w kompletnym nadmiarze – z trudnością zdążając z potrzebą na czas. To z kolei zapętlało cały proces, bo jak wiadomo biegunka poważnie odwadnia organizm.

Higiena cyklisty i w ogóle podróżnika, nie tylko w Afryce, to rzecz zupełnie elementarna. Kąpiemy się codziennie – stojąc nago w chińskiej plastikowej misce z zimna wodą. Wody potrzeba na dwie miski. Pierwsza namydla antybakteryjnie, a druga spłukuje. Gorzej gdy wody nie ma. Oczywiście można spróbować poszukać rzeki. Raz się nam nawet udało. Znaleźliśmy! Wodę i trzy pchły błotne owrzodzone w naszych stopach kilka dni później. Najszczęśliwszym patentem na awaryjne kapanie są jednak tzw. „mokre chusteczki”. Ja wiozę 45 sztuk. Ostatnio sześć z nich zużyłem do kąpieli całego ciała na rozbitym obozie, gdy noc zastała nas na rozmokłej od deszczu drodze.

Staramy się też odkażać ręce przed przygotowaniem posiłków i jedzeniem. Pamiętamy, żeby nie oblizywać paluchów. Trudno jest natomiast, w ferworze walki dezynfekować każdy rant metalowej puszki z napojem gazowanym czy pić z bidonów nie dotykając ustnika zazwyczaj „wyświntuszonego” w okolicznej glebie i lokalnych zarazkach. Zresztą jakąś odporność na tubylcze bakterie warto tez posiąść, bo na kompletnie sterylne warunki cyklista w Afryce nie ma co liczyć, chociażby w zetknięciu z lokalnymi banknotami czyli Kwanzami.

Mycie zębów zakończy te higieniczne obserwacje, bo pora już spać. Mycie zębów w wersji bez wody, bo tej odkażonej (chlorem lub jodyną) akurat zabrakło. No cóż, resztki pasty po prostu połykamy lub wypluwamy i lulu.

.

[A ponieważ korespondencja jest specjalna, to na zakończenie, zamiast zdjęć do oglądania, wyjątkowo audycja z radio do posłuchania. Przyda się znajomość portugalskiego:

[audio:http://www.afrykanowaka.pl/wp-content/uploads/2011/01/HITO-CAPITALISTA-CONVERSA-COM-CICLISTA-DA-POLONIA-QUE-ESTAO-A-GIRAR-AFRICA-DE-BICICLETA-15-01-2011.mp3|titles=HITO CAPITALISTA CONVERSA COM CICLISTA DA POLONIA QUE ESTAO A GIRAR AFRICA DE BICICLETA 15 01 2011]

Materiał został wyemitowany w Radio Mais w Huambo. W roli głównej naturalnie etapowy językoznawca, Mirek Wlekły.]

2 komentarze to “Obserwacje higieniczne (podróżnika w Angoli) – korespondencja specjalna

  1. Troll blogowy pisze:

    Fajnie!

    A czy są tam McDonald-y? Bo jak byłem we Lwowie – niby nie Afryka, ale woda jest tam dwa tylko razy dziennie po jednej godzinie – to tamtejsza ubikacja była wybawieniem dla potrzebującego się wymyć. Lub wypróżnić..

  2. zsas pisze:

    uważnie wysłuchałem audycji i nie znając portugalskiego zrozumiałem tylko tyle, że Kazimierz Nowak był polskim dziennikarzem, który w czasie rowerowej podróży przez Afrykę odżywiał się głównie mizerią. Ale Mirek na pewno pięknie opowiedział o Nowaku i Sztafecie.

Design: ITidea
Hosting: Seetech - Wdrożenia Microsoft Dynamics NAV