Rower – technologia, która zmienia świat (8 grudnia 2010)

środa, 8 grudnia 2010, Okatana

A rankiem okazało się, że nasze bezludzie wcale takie bezludne nie jest. Od najbliższego tradycyjnego osiedla dzieliło nas zaledwie 200m. Rano oczywiście przyjęliśmy parę „wizyt”: a to starsza pani poszła sobie na swoje pole, pewnie sprawdzić, czy trawa rośnie jak należy, a to przeszło parę dzieciaków, a to zatrzymał się samochodem pan z pobliskich zabudowań sprawdzić, jak leci i czy może nie szukamy „some place to rent”. Zamiast wynajmować coś na dłużej, postanowiliśmy pojechać w dalszą drogę. Głos rozsądku kazał jeszcze zawitać raz do misji i wypytać o inne okoliczne misje, w których mógł zatrzymać się Nowak. Wszyscy czuli sporą niechęć do zachodzenia raz jeszcze na misję Okatana.

Stanęliśmy rowerami nieopodal kościoła, by metodą gry w marynarza wyłonić ofiarę do posłania na pożarcie siostrzyczkom. Wtedy dziwnym zbiegiem (uśmiechem losu?) podjechał do nas pickup, z którego wyłonił się John, szef tutejszej Catholic AIDS Action. Szybko okazało się, że tutejszy CAA opiekuje się również jednym z punktów BEN (Bicycle Empowerment Network), organizacji z której przedstawicielem od dawna chcieliśmy się spotkać, ale do tej pory się nie składało.

Punkt BEN znajdował się raptem paręset metrów dalej i był… kontenerem :). Parę słów zatem o BEN. Idea jest prosta. Rowery, podobnie jak komputery, dużo szybciej amortyzują się moralnie niż w rzeczywistości. Wychodzi nowy model, w modniejszych kolorach albo z większą ilością przerzutek. Dziecko dorasta i potrzebuje większy rower. A czasami rower jest już odrapany, łańcuch skrzypi no i potrzeba nowy rower. Stary zostaje. Zamiast zajmować miejsce na strychu lub w garażu zmyślni Kanadyjczycy założyli organizację, która takie używane rowery zbiera, wsadza w kontener i wysyła do Namibii. Tutaj kontener staje pośrodku wioski. Zatrudniany jest ktoś, kto z przepastnego kontenera wydobywa różne rowery i przywraca je do życia. Niekiedy z trzech rowerów robiąc dwa. Rowery dostają ludzie, którzy ich potrzebują, którym rower może odmienić życie. Dzieci, które mieszkają daleko od szkoły i dzięki rowerowi mają jak do niej dojechać. Wolontariusze CAA, którzy dzięki temu mogą dojechać do dalej położonych osób wymagających pomocy. Chorzy na AIDS, którzy mogą dzięki nim dotrzeć do lekarza. Ludzie, którzy zamiast chodzić daleko po wodę, mogą ją teraz wozić rowerem. Kategorii ludzi, którzy dostają rowery, jest kilka.

Ci, którzy się nie kwalifikują na darmowy rower, mogą takowy od BEN kupić w cenie, która jest dopasowana do lokalnych realiów ekonomicznych. Przychody ze sprzedaży rowerów pokrywają skromne (N$500/miesiąc, czyli 200 zł/miesiąc) pensje osób zatrudnionych do ich naprawiania i serwisowania. Ludzie ci do tej pory byli bezrobotni, a teraz mają prace. W kraju, gdzie bezrobocie przekracza 50%, praca to bardzo cenna rzecz. Nadwyżki są odkładane na transport kolejnych rowerów z Kanady drogą morską.

Efekt całości projektu jest imponujący. Realna pomoc, która nie zostaje przejedzona. Pomoc, która prawdziwie i permanentnie zmienia życie tutejszych ludzi na lepsze, tworzy nowe miejsca pracy, daje ludziom poczucie godności i wartości. Rower – prosta i tania technologia, która zmienia świat.

Dzięki uprzejmości Johna, który tego dnia miał zaplanowany dzień w terenie, dzień spędziliśmy w jego biurze, korzystając z dobrodziejstwa elektryczności oraz by nadgonić pisanie relacji. Dzielny Kuba napisał relacje za poprzedni e 4 dni, wybraliśmy zdjęcia, doczytaliśmy uważnie końcówkę listów Kazimierza do żony, próbując rozplątywać tutejsze nazwy geograficzne.

Nocleg wypadł ciekawie. Koleżanka jednej z pań zatrudnionych w biurze CAA miała domek tuż za kontenerem BEN. Tym oto sposobem, przejechawszy około 200 m od biura CAA, trafiliśmy na nocleg. Rozbiliśmy nasze namioty wewnątrz zabudowań typowej tutejszej formy mieszkalnej. Obok znajdował się drugi, nowy dom, w którym mieszkało starsze pokolenie, ten w którym stanęły nasze namioty zamieszkiwały dorosłe już dzieci naszej pani gospodarz. Wieczorne rozmowy w ogrodzie w czasie, których dolewaliśmy zimnego Windhoek Lager do szklaneczek dały nam znacznie lepsze wyobrażenie na temat problemów, z którymi zmaga się większa część społeczeństwa Namibii.

W pewnym sensie nasza podróż do tej pory przebiegała bardzo podobnie do podróży Nowaka. Tam gdzie były farmy, często stawał on gościną na farmach i bywał przyjmowany z otwartymi rękoma. I my często stawaliśmy gościną na farmach. Zwykle były to farmy bogate, zatrudniające parunastu, jeśli nie parędziesięciu, pracowników. Ich właściciele nierzadko oprócz pickupa do jeżdżenia po farmie posiadali ogromne domy, rewelacyjnie przystrzyżone trawniki, wcale nie małe baseny i dobrej klasy mercedesa na wypady do miasta. Jednak 70% populacji Namibii mieszka na północ od Tsumeb w Ovambolandzie. Z tutejszymi ludźmi mieliśmy do tej pory mało styczności na takiej jak ta płaszczyźnie, a to w końcu tutaj właśnie jest ta „prawdziwa Afryka”.

Wieczór upłynął ciekawie i koło północy raczej z rozsądku niż z chęci udaliśmy się nabrać sił na kolejny dzień.

[Filip]

2 komentarze to “Rower – technologia, która zmienia świat (8 grudnia 2010)

  1. Konrad Road Runnerus Brennaborus pisze:

    Zazdroszczę trafienia na BEN. Słyszałem o wielu takich programach – np http://www.cyclingoutofpoverty.com/ – ale nie nigdy nie mialem okazji obejrzenia ich w praktyce. Dzięki za opisanie projektu w relacji. Trzymam kciuki za sprawne przekazanie pałeczki na granicy. Uściski, kp

  2. Ela pisze:

    Fajna gorka! 🙂

Design: ITidea
Hosting: Seetech - Wdrożenia Microsoft Dynamics NAV