W Afryce nie wierz w cuda – polegaj na nich!

18/19 listopada 2010

Nie myśl źle o mnie – ale monotonia życia podróżniczego – zupełnie rozbija […], a tu step i step tylko – akacje żyraf.

Tak pisał Nowak. A u nas jednak nudy nie było;). Nawet w nocy deszcz postanowił nas nie oszczędzać. Co prawda ucierpiała tylko część żeńska ekipy, która w środku nocy po kolejnej ulewie, zamiast twardymi karimatami, została uraczona łóżkami wodnymi;). Dodatkową atrakcją dla ekipy żeńskiej – bo męska smacznie chrapała – były dzikie odgłosy niezidentyfikowanych zwierząt czających się w pobliżu namiotów.

Po pełnej atrakcji nocy czas było ruszyć w dalszą drogę.  Tym razem pogoda była dla nas łaskawa i przez cały dzień żar lał się z nieba. Woda znikała w zatrważającym tempie i w połowie dnia nasze zapasy niemalże zostały wyczerpane.  Jak na szczęśliwą trzynastkę przystało;), w tym właśnie dramatycznym momencie naszym oczom ukazała się farma. Na farmie znaleźliśmy nie tylko wodę, ale również mistrza olimpijskiego! Przywitała nas mama Franka Federiksa – słynnego namibijskiego sprintera. Zmotywowało nas to do jeszcze szybszego deptania pedałów naszych Brennaborów.

Upał ciągle doskwierał, a wody znów było za mało. Na domiar złego farm nie było już po drodze, jedynie sporadyczni kierowcy mijali nas z pozdrowieniami.  Tego dnia był to drugi wodny kryzys, a zachód słońca się zbliżał nieubłaganie. Po przejechaniu 70 km szutrową drogą z ulgą dojrzeliśmy zbiorniki wodne – woda nadawała się jedynie do gotowania. Po ciężkim dniu nasze myśli krążyły wokół, zdałoby się, banalnych spraw – prysznic, browar i bezchmurne, gwieździste niebo…

Ale przecież w Afryce nie wierzy się w cuda, należy na nich polegać!

Więc i dla nas nadeszła pora spełniania życzeń. Nastała spokojna, gwieździsta i usypiająca nas afrykańskimi dźwiękami puszczy noc. Słonecznym i rześkim porankiem wyruszyliśmy w poszukiwaniu śladów Nowaka.  Farma Steinhausen przywitała nas pachnącą kawą i zbawiennym prysznicem. Czyli kolejne życzenie się spełniło;). Steinhausen, które odwiedził Kazik, jeszcze trzydzieści lat temu było małym miasteczkiem. Obecnie ostała się jedynie farma oraz posterunek policji, na którym widnieje data 1934.

Im dalej na północ, krajobraz staje się dla nas coraz bardziej monotonny. Droga nie ma początku ani końca – jedynie więcej zieleni, wyższe drzewa oraz wysokie kopce termitów przy drodze uzmysławiają nam, iż poruszamy się dalej i dalej.

Co jakiś czas antylopa kudu lub dzik przebiegną nam przez drogę spłoszone odgłosem toczących się po szutrze opon.  Z zaciekawieniem, ale z bezpiecznej odległości, przyglądają nam się również susły, stojąc na dwóch tylnich łapkach.

Kraj pustynny – dziki – a tem samym gościnność wśród białych nieograniczona.

Tak, to właśnie jest Namibia, jaką i my poznajemy.  Spotkany na drodze farmer zaprasza do siebie na nocleg, oferując pokoje o standardzie hotelu, nie przesadzając, trzygwiazdkowego. Jednocześnie pyta, czy aby na pewno te pokoje nam pasują!!! Może wolimy rozłożyć swoje namioty?:). Zabiera nas również na „game drive” oraz mamy okazję podziwiać kolejny fantastyczny namibijski zachód słońca, pędząc na pace jego auta. A tymczasem nasi przyjaciele z Safari Boys już przygotowują pyszną kolację i chłodzą dla nas piwko – krótko mówiąc, kolejne marzenie spełnione;)!

[Magda i Maja]

4 komentarze to “W Afryce nie wierz w cuda – polegaj na nich!

  1. filip pisze:

    poprawia i gotowi sie do wyslania kolejna relacja 🙂

  2. filip pisze:

    dzis wieczor palimy ognicho bo wieczor chlodny .. piwko dzis wieczor zamienilismy na pyszny cydr savannah dry.. 🙂

  3. Julia pisze:

    Brrrrr!!! To ja juz wole jechac na skwarke niz sie odmaczac!!! Gravelów bez tarki zycze:) A powiedzonko z cudami w Afryce rewelka!!!

  4. jacek-staryherbatnik pisze:

    Mniam,mniam o piwko!!!

Design: ITidea
Hosting: Seetech - Wdrożenia Microsoft Dynamics NAV