Wycieczka do Jaskini Gaub (11. relacja z Namibii II)

1 grudnia 2010

Rankiem ruszyliśmy 20 km szutrową drogą do Jaskini Gaub. Jechało się bardzo ciężko, a droga wydawała się płaska. Palące słońce dawało nam się nieco we znaki. Do Gaub Guest Farm, która organizuje wypady do Jaskini Gaub, dotarliśmy lekko zjechani. Chwila regeneracji, drobne negocjacje cenowe i po chwili siedzieliśmy już w specjalnym samochodzie przeznaczonym do obwożenia turystów, który… ruszył z powrotem 4 km w stronę, z której właśnie przyjechaliśmy ;-).

Sama jaskinia okazała się dość ciekawa. W odróżnieniu od większości jaskiń, do których wpuszcza się zazwyczaj turystów, w tej ułatwienia w postaci wybetonowanych schodków skończyły się już po parędziesięciu krokach. Dalsza część wycieczki przebiegała po formach naturalnych takich jak odpadnięte z sufitu ogromne wanty, przewężenia, przez które przechodziliśmy bokiem, a nawet (dla chętnych) kawałki korytarza do przeczołgania. Nie stanowiło to dla mnie nic nowego – jaskinia wyglądała podobnie to większości z parunastu jaskiń tatrzańskich, które miałem już okazję odwiedzić, niemniej dla części naszej wycieczki ten sposób odwiedzania jaskiń stanowił nowość. Sama jaskinia jest ciekawa również ze względu na dość bogatą szatę naciekową. Oprócz standardowych stalaktytów i stalagmitów zobaczyć tu można całe draperie, różnego rodzaju „wykwity” i myte wirami wodnymi wgłębienia w skale. Dolomit, z którego zbudowane są okoliczne góry, to w końcu jeden z 5 rodzajów skał krasowiejących. Jaskinia ma tylko jeden otwór, stąd było w niej dość duszno. Panująca tam temperatura około 26°C wydała nam się zaskakująco wysoka, ponieważ powinna być ona zbliżona do średniorocznej temperatury powietrzna na danym obszarze.

Ponieważ ten dzień zaplanowaliśmy jako dzień ‘lajtowy’, pozostało nam jeszcze wrócić w okolice drogi asfaltowej. Tym razem rowery rwały się same do przodu, rozpędzając się do prędkości niekiedy przekraczających 30 km /h. To ilustruje jeden z paradoksów namibijskich dróg – bardzo trudno o trafną ocenę wzrokową tego, czy jedziemy pod górkę, czy z górki. Czasem wydaje się pod górkę, ale nasz wyprawowy GPS (z wbudowanym altymetrem barometrycznym kalibrowanym przez GPS) nie potwierdza takiej tezy. Innym razem jedziemy pozornie po płaskim, a rowery same przyśpieszają.

Na nocleg dojechaliśmy… w to samo miejsce :-). Ponownie rozbiliśmy namioty, a polska flaga ponownie zawisła nas naszym obozem. Tego dnia zrobiliśmy jakieś 50 km szutrem. Taki standardowy dzień odpoczynkowy ;-).

[Filip]

4 komentarze to “Wycieczka do Jaskini Gaub (11. relacja z Namibii II)

  1. filip pisze:

    glebiny oceanicze i jaskinie to dwa najmniej poznane miejsca na swiecie. A jaskinie maja dodatkowo to do siebie ze nawet nie wiemy czego o nich nie wiemy 🙂

  2. Ela pisze:

    Gratulacje z okazji 400-nego dnia Waszej sztafety rowerowej. Pan Kazimierz bylby z Was dumny.

  3. zsas pisze:

    zadebiutowaliście w roli kretów.

  4. asia pisze:

    ładny motylek, sponsor powinien być contenta:-)

Design: ITidea
Hosting: Seetech - Wdrożenia Microsoft Dynamics NAV