„Harbi” daje w kość czyli mumia na rowerze… (dzień 40)

autoportret

(…) Niebo zasnuwa podejrzana, szara poświata. Nie widać już słońca, jest tylko świetlista, brązowa luna. Wiatr przyspiesza biegu, dmie z prawego boku, od zachodu. Piasek rozpoczyna taniec. My próbujemy nadążyć w tym szalonym oberku, rowery spycha gwałtownie na lewo przy każdym silniejszym szkwale. Na dodatek kończy się asfalt. Widoczność spada do około 100 m. Jak na mój  żaglowozowy zmysł, to w porywach może wiać nawet do 7 w skali Beauforta. Oczy bardzo pieką, piasek dostał się pod powieki. Czuję jak spływają mi łzy po policzkach od mechanicznego podrażnienia spojówek. Zatrzymuję się, wiążę szczelniej chustę. Hamid spieszy mi z pomocą i pożycza swojego „zmela” (3 metrowa szarfa wiązana w turban dla osłony głowy). „Bandażuje” mnie pieczołowicie i po chwili przypominam mumię w okularach. Teraz mogę stawić czoła „harbiemu” – silnemu zachodniemu wiatrowi. Pomimo osłony, piasek i tak wnika pomiędzy zwoje i dosięga twarzy. Lecą mi łzy i woda z nosa, początkowo wycieram, a później odpuszczam, niech sobie leci, wolę trzymać kierownicę, bo rower robi gwałtowne uskoki i tracę równowagę wjeżdzając w piaszczyste muldy. Próbujemy trzymać szyk, żeby jechać blisko siebie i osłaniać się od szkwałów, po chwili pada komenda lidera „jedźcie pojedynczo, jak kto może”. Włączam coraz niższe biegi, wszędzie bura chmura i jęzory żółtych węży z piasku przecinających nam drogę. Na dodatek harbi to ciepły wiatr, robi mi się goraco pod turbanem. Teraz miejsce piosenki „Morze nasze morze” zajęło „10 w skali Beauforta”, a szczególnie pasuje tu ten fragment o bosmanie, który krzyknął „ech, do czorta!”. Wjeżdzamy do Murzuk’u, nic nie widać, tylko zarysowane kontury budynków. Palmy energicznie chylą ku wschodowi swe skudlone korony, potrząsają nimi jakby chciały powiedzieć nam „gdzie jedziecie szaleni, kierujcie się na wschód, tam wiatr wam będzie sprzyjał”. A może po prostu kiwają głowami z politowaniem nad wariatami, którzy miast schować się przed burzą, to prą pod prąd szalejącego żywiołu.

To narazie tyle. Przez najbliższe kilkanaście dni może nie być łączności. Wjeżdżamy w dzicz. Trzymajcie kciuki.

Comments are closed.

Design: ITidea
Hosting: Seetech - Wdrożenia Microsoft Dynamics NAV