Dystans – 152 km
Start – 10.00
Koniec jazdy – 19.30 (ostatnie 7 km po 22.00)
Warunki – ocena 3+, cały dzień boczny wiatr, z kierunku 4.30. Płaska szosa w dobrym stanie.
Z Derny do Tobruku mamy do pokonania 170 km, a następnego dnia do przejechania kolejne 130 km. Wyjazd z miasta to serpentynowy podjazd na wysoki płaskowyż, a potem kilkanaście kilometrów drogi w remoncie. Nie zamierzamy znęcać się nad sobą i podjeżdżamy pierwsze 20 km autem. W samochodowych głośnikach pobrzmiewa: „Every little thing gonna be all right ” Boba Marley’a. Kaseta, którą kupiliśmy Hamidowi jakiś czas temu wprawia nas wszystkich w świetny nastrój. Przesiadamy się na rowery i z samozaparciem kontynuujemy jazdę przy silnym bocznym wietrze, aż do samego Tobruku.
Dominik Szmajda
Z dziennika Ani:
Czuję, że kolana dostają w kość. To już 140 km dzisiaj, a to jeszcze nie koniec… Na razie Tobruk, a trzeba wyjechać poza miasto na nocleg. Ledwo stoję, cały czas był boczny wiatr. Zmaganie się z nim nie należało do przyjemnych.
(…)
Policjant mruga światłami – to tu. Cmentarz???
„1939 TOBRUK WAR CEMETERY 1945” – napis jest wyraźny … To tu mamy spać?! Otwiera się brama, stajemy na początku palmowej alei, po lewej i prawej rozpościerają się zadbane rzędy równych nagrobków, część z nich to groby Polaków poległych w czasie walk o Tobruk. – Rozgośćcie się, witamy – mówi nocny stróż. Otwiera boczne drzwi i wszystko już jasne – oferują całą cmentarną stróżówkę do naszej dyspozycji! Jest pokój, kuchnia, łazienka. Fantastyczne miejsce na zieloną noc. To wszak nasza ostatnia noc w Libii. Czas wracać do domu. Jutro Egipt, Kair i koniec bajki. Czas powrócić do kraju, tego, gdzie kruszynę chleba…
Poniżej galeria zdjęć z Tobruku (fot. Anna Grebieniow i Dominik Szmajda)