Pustynne arbuzy i jabłka sodomy (dzień 36)

(…) Mijamy kilka ouedow, gdzieniegdzie widać, jak płynąca tędy niegdyś woda rozniosła drogę i szczątki poszarpanego asfaltu zaśmiecają pobocze. Co jakiś czas widzę samochodowe wraki, może też woda je tu przyniosła? Są też sterty małych arbuzów pustynnych – uwaga – niejadalne! A propos niejadalnych roślin to spotykamy często drzewka o nietuzinkowej nazwie „jabłko sodomy”, to trucizna, Hamid przestrzegł nas by nawet nie zbierać gałęzi na ognisko z tego drzewa (dym jest śmierdzący i palący w oczy). Nie czuję bym się pociła, choć woda wybywa ze mnie w dużych ilościach. Złudnie nie czuć pragnienia.

Arbuzy pustynne są niejadalne

Pije jednak z rozsądku, pamiętam by co dwa postoje dopełnić bidon z girby. Dziś przez wiekszość dnia nie ma wiatru, jedzie się dobrze, pokonujemy prawie 103 km. Machnięcie nogi za machnięciem, w rytm kolejnej nuconej melodii powoduje, że  człowiek wpada w swoisty trans. Przyznaję, że te ostatnie kilometry dzisiejszego dnia były już tylko zautomatyzowaną czynnością, ruchy nóg przypominały tłoki jakiejś bezmyślnej maszyny na dotarciu. (…) W końcu koniec jazdy, załapujemy się na piękny zachód słońca za pasmem gór Alfau (to tuareska nazwa potoczna pasma o innej geograficznej nazwie, ale jej nie pamiętam).

Ognisko. Dominik czyta nam listy Kazimierza Nowaka do żony, ktore pisał właśnie na tym odcinku, ktorym jedziemy. A swoją drogą ta żona to musiała mieć do niego niezłą cierpliwość – jakby nie było wyjechał sobie nasz bohater na ponad 5 lat włóczęgi po Afryce. Skąd ona znalazla w sobie tyle wyrozumiałości, została wszak z dwójką dzieci w Boruszynie i tak czekała z roku na rok. A Nowak zaznawał przygody na Czarnym Lądzie – ciekawe nie? Na dodatek jak wrocił to umarł z wycieńczenia. Co za ironia losu. Acha, zapomniałabym – dziś zobaczyliśmy pierwsze dwa dromadery – pierwsza materia ożywiona trochę bardziej niż wysychająca akacja.

Comments are closed.

Design: ITidea
Hosting: Seetech - Wdrożenia Microsoft Dynamics NAV