Brennabory znów w… Libii! czyli mała retrospekcja i co z tego wynikło:)

Bengasi, Szpital dziecięcy - Siostry Sercanki i Brennabory:) fot. AG

Rowery znów w Libii – opowieść noworoczna:)

PROLOG:
Na początek mała retrospekcja: podczas etapu 2 (Przerzutka z Sahary) odwiedziliśmy w Nowy Rok polskie siostry Sercanki pracujące w Bengazi w szpitalu dziecięcym jako pielęgniarki. Poniżej fragment z relacji datowanej na 01.01.2010:

„Siostry pracują tu jako pielęgniarki, zajmują się dziećmi, praca nie jest łatwa jak zaznaczają. Jest niezwykle milo, jednak czas ruszać.- Weźcie jeszcze tego makowca na drogę – jedna z sióstr podaje nam zawininiątko i siatkę słodyczy. Na pożegnanie robię sobie wspólną fotografię z Siostrami Sercankami o wielkich sercach. – świetne rowery, wzdycha jedna z sióstr na zakończenie – oj przydałby nam się tu rower, oj przydałby się… (…)” TUTAJ CAŁA RELACJA

AKCJA – cz. pierwsza (początek 2010 roku)
Po powrocie z pustyni otrzymujemy zaproszenie od Doroty Kurasińskiej z Przeźmierowa aby pokazać zdjęcia z podróży podczas organizowanych przez nią spotkań podróżniczych. Padają wówczas słowa: „może zrzućmy się i spełnijmy marzenie sióstr – kupmy im rower!”

AKCJA – cz. druga (czas trwania: kilka miesięcy – 2010 r.)
Przy okazji comiesięcznych spotkań podróżniczych u Doroty, przez rok zbiera się konkretna kwota, która powinna wystarczyć na 2 rowery. Nie ma wątpliwości że celujemy w jedyną słuszną w tym przypadku markę – oczywiście muszą być Brennabory.

AKCJA – cz. trzecia (zakupy i kombinacje – grudzień 2010)
Przedstawiamy pomysł firmie Brennabor i nie dość, że dostajemy „misyjny” upust na stosowne „damki” to jeszcze szefostwo dorzuca zapasowe części oraz fantastyczne sakwy dla rodaczek. Zaangażowanie Brennabora sięga zanitu, szczególnie, gdy okazuje się że…przepadł kurier z rowerami! Natychmiast wysłana zostaje druga identyczna przesyłka innym przewoźnikiem. Duże emocje.. ale w końcu są – dwa piękne rowery w kolorach pustynnych. Do akcji dołącza się anonimowy sponsor z propozycją opłacenia transportu rowerów do Libii. Okazuje się, że najtańszą opcją będzie tzw.. „goniec sztafetowy”.

ZAKOŃCZENIE (happy end):
Rowery (o dziwo nie uszkodzone przez tureckie linie) dolatują szczęśliwie do Bengazi (03.01.2011). Siostry niczego się nie spodziewają. Na lotnisku czeka znajomy i pomaga dostarczyć paczki do szpitala. Stawiamy kartony pod domem jako „bagaż ekspedycyjny”. Kolacja, napięcie rośnie;) W końcu przekazuję kartkę z życzeniami od darczyńców – jest zaskoczenie ale nadal nie wiadomo co jest w paczkach. Siostry ochoczo ruszają do akcji rozwiązania tej zagadki. I nagle rozlega się okrzyk: „nieeee nie do wiary!!! rowery! jakie piękne!” – Siostry są zaskoczone i uradowane: „no teraz to będziemy już totalną miejscową sensacją! libijskie gazety o nas napiszą!:)”.  „To prawdziwa, najprawdziwsza niespodzianka, to niesamowite, dziękujemy!!!” – i te podziękowania przekazuję (zgodnie z prośbą Sióstr) na ręce wszystkich, którzy zaangażowali się w akcję.

A jak było? Zobaczcie sami…:) – KONIECZNIE Z GŁOŚNIKAMI!:)

[youtube JZoQJm_RHpA Akcja ROWERY DLA SERCANEK W BENGASI]

EPILOG:
Ze swojej strony bardzo dziękuję w szczególności:

Dorocie Kurasińskiej za wrażliwość na cudze marzenia, inicjatywę i koordynację akcji
– Panu Jackowi Majcherowi za zaangażowanie i za gotowość do osobistego przywozu ewentualnej trzeciej paczki, gdyby drugi kurier nawalił
– Panu Jackowi Gutowskiemu za niespodziewaną pomoc i za entuzjazm
– Pani Kasi Śliwińskiej za niezwykłe poświęcenie w kwestii organizowania logistyki transportowej oraz za cierpliwość
Asi Kardasińskiej za całodobowe poszukiwania okazyjnego biletu
Grzegorzowi Frąckowiakowi za spędzenie Sylwestrowego przedpołudnia na poszukiwaniu otwartego sklepu celem zakupienia kluczy i pompki
całej rodzinie Herników i Kubików za dostarczenie mnie wraz z rowerami samochodem osobowym na lotnisko (to był majstersztyk)
gościom „Klubu Saros” za serce i pomoc materialną (zrzuta) oraz plastyczną przy pakowaniu rowerów;)
Hamidowi za organizację wizy i łańcucha pomocnych „friendów” w Libii

ania

7 komentarzy to “Brennabory znów w… Libii! czyli mała retrospekcja i co z tego wynikło:)

  1. Tommo (hors)Rider pisze:

    Aniu! Jesteś wieeeelka! Wierzę, że wszystkie trzy łańuchy – te dwa rowerowe i ten jeden, ludzi dobrej woli nigdy, ale to nigdy nie pęknie. Szczególnie teraz dumny jestem z tego, że należę do gatunku Homo Sapiens.

  2. Siostry Sercanki pisze:

    Jako adresatki tej niezwyklej przesylki dziekujemy wszystkim,ktokolwiek w jakikolwiek sposob przyczynil sie do tego by „zyczenia sie spelnily”.Dziekujemy za „serce i trud” wszystkim darczyncom i wszystkim osobiscie w te akcje zaangazowanym.Ania opowiedziala nam o przebiegu calej akcji,a my,przyznaje szczerze, bylysmy „TOTALNIE” zaskoczone.Dziekujemy tez Tobie Aniu za twoje zaangazowanie i trud wlozony w dostarczenie nam niezwyklej „przesylki”
    Serdecznie pozdrawiamy Wszystkich!!!!
    Sercanki z Benghazi

  3. Joanna pisze:

    jestem pod wielkim wrażeniem tej wyprawy..czytam Was i jestem…naprawdę wzruszona przeżyciami, zaangażowaniem i sposobem podejścia..:):) bardzo Wam kibicuję jeżeli można tak to nazwać:):)

  4. Ala pisze:

    Wymiekam!!!
    BRAWO

  5. Magda Hernik pisze:

    Aniu, to Ty byłaś ” gońcem sztafetowym „, to dzięki Tobie my przyłączyliśmy się do tej akcji. Wielkie dzięki za Twe zaangażowanie i entuzjazm, którym zarażasz nas wszystkich !

  6. eliza pisze:

    Rewelacja! Aniu, no własnie przede wszystkim dzięki dla Ciebie:)

  7. Safirowcy;-) pisze:

    Aniu, zapomniałaś o sobie…o zarażaniu innych szalonymi,pięknymi inicjatywami!I czekamy na ciąg dalszych opowieśći z Mediną w roli głównej!;-)Pozdrawiamy z Opola

Design: ITidea
Hosting: Seetech - Wdrożenia Microsoft Dynamics NAV